No i jestem w Californii :D Wierzyc sie nie chce...
Do NY dotarlam bez
wiekszych problemow. Szkolenie jakos przetrwalam - nudne bylo, ale za to
mnostwo dziewczyn wiec do przezycia! Polish National Team odnalazl sie dnia drugiego i bylo tak jakos razniej! Lezac na lozku mialam
widok na Manhattan!!! Byla i wycieczka do NYC. Niestety krotka i
glownie przez szybe autobusu... ale 50 min na Time Square wystarczy do
pokochania tego miasta!!! Wroce tam na milion procent!!!
W czwartek przed polnoca wyladowalam w Cali. Niestety tym razem byly problemy - 3
godziny siedzenia w samolocie na JFK bo pogoda zla nad Chicago... Chcialam zobaczyc JFK to zobaczylam, chyba z kazdej strony ;) z racji pozniej godziny wyjechal po mnie
tylko T., ale M. wstala sie przywitac. Dziewczynki
przygotowaly transparent, z ktorym ten 'borok' sam stal na lotnisku,
kwiaty byly i balony. I mili sa tacy i bardzo w porzadku!!! Dziewczynki
mnie rano wysciskaly (jak dostaly prezenty to jeszcze bardziej
wysciskaly! i paradowaly w koszulkach z flaga PL). Fajne sa mega,
chociaz nie rozumiem polowy z tego co mowia, ale T. mowi ze mam sie nie
martwic, ze P. mnie wszystkiego nauczy (swoja droga buzia jej sie
nie zamyka!).
Dom super, moj pokoj meeeeegaaaaa super - duzy,
ladny. Rozpakowalam sie dzis
ladnie, pobawilam z dziewczynami, pojechalam z M.na shopping, bylam
na spacerze. Pies mnie pokochal, z wzajemnoscia, od pierwszej minuty - to dobrze, bo
jest tak wielka ze mogla by mnie zjesc na raz ;) jak mnie traci lapa
zeby ja glaskac to sie boje zeby mi reki nie zlamala. Miasteczko... cudowne i takie uroczo amerykanskie! Kawalek za domem konczy sie droga, jest cudowny widok i mozna sobie biegac, spacerowac z psem, co uskuteczniam codziennie :)
M. mnie straszy ze zostane tu
na stale bo wszystkie jej operki do tej pory zostaly... spokojnie,
powiedzialam jej ze bede pierwsza ktora wroci do domu ;p Do trzech razy sztuka ;)
Ze jestem zachwycona to malo powiedziane!!! Coz by tu powiedziec... na razie zostaje :)
Wiecej wkrotce ;)
"Za dwadzieścia lat bardziej będziesz żałował tego, czego nie zrobiłeś, niż tego, co zrobiłeś. Więc odwiąż liny, opuść bezpieczną przystań. Złap w żagle pomyślne wiatry. Podróżuj, śnij, odkrywaj." — Mark Twain
wtorek, 29 maja 2012
poniedziałek, 14 maja 2012
Już za tydzień...
... o tej porze będę w NY. Chyba dalej nie wierzę ;)
To znaczy wierzę w momentach, gdy przychodzi mi się pożegnać z moimi bliskimi. Wtedy trochę sobie płaczę i najchętniej rozpakowałabym ten cały majdan i została. A co?!?! Euforia miesza się z przerażeniem. Zdecydowałam się, więc się pakuję. Mój pokój wygląda jakby przeszło przez niego tornado, a kupa rzeczy "które ewentualnie chcę zabrać" rośnie w siłę. Oj, będzie ostra selekcja! Ale nie dziś... Dziś kupka pewnie jeszcze urośnie, bo trzecie pranie się robi :)
Wahania nastrojów mam, jak to baba. W chwilach słabości internetowo zwiedzam miejsca, które chciałabym zobaczyć na żywo albo kontaktuję się z mą dyplomowaną Filozofką, która posiadając takie oto kwalifikacje zawodowe:
„lektura klasycznych tekstów filozoficznych i gruntowny kurs logiki umożliwiają precyzyjne i w sposób metodologicznie uzasadniony uargumentowanie swych przekonań, a jednocześnie uodparniają na nieuczciwe chwyty erystyczne, wyrabiając sprawność negocjowania i umiejętności retoryczne. nabyta wiedza oraz zdobyte kwalifikacje pozwalają na krytyczny stosunek do współczesnego świata, wyrabiając dystans i otwartość wobec spraw życia codziennego.”
argumentuje dosadnie swoje przekonanie, iż robię dobrze i będzie wspaniale wykorzystując swoje umiejętności retoryczne, a także ma bardzo krytyczny stosunek do mojego marudzenia i panikowania oraz za pomocą niezwykle wyszukanego słownictwa otwiera mnie sprawy nowego życia codziennego...
A jako, że posiada ona do tego kwalifikacje to ja jej słucham i wierzę! I lepiej mi trochę :)
Właściwie to się cieszę na ten wyjazd :D Pomarudzić ludzka rzecz.
To znaczy wierzę w momentach, gdy przychodzi mi się pożegnać z moimi bliskimi. Wtedy trochę sobie płaczę i najchętniej rozpakowałabym ten cały majdan i została. A co?!?! Euforia miesza się z przerażeniem. Zdecydowałam się, więc się pakuję. Mój pokój wygląda jakby przeszło przez niego tornado, a kupa rzeczy "które ewentualnie chcę zabrać" rośnie w siłę. Oj, będzie ostra selekcja! Ale nie dziś... Dziś kupka pewnie jeszcze urośnie, bo trzecie pranie się robi :)
Wahania nastrojów mam, jak to baba. W chwilach słabości internetowo zwiedzam miejsca, które chciałabym zobaczyć na żywo albo kontaktuję się z mą dyplomowaną Filozofką, która posiadając takie oto kwalifikacje zawodowe:
„lektura klasycznych tekstów filozoficznych i gruntowny kurs logiki umożliwiają precyzyjne i w sposób metodologicznie uzasadniony uargumentowanie swych przekonań, a jednocześnie uodparniają na nieuczciwe chwyty erystyczne, wyrabiając sprawność negocjowania i umiejętności retoryczne. nabyta wiedza oraz zdobyte kwalifikacje pozwalają na krytyczny stosunek do współczesnego świata, wyrabiając dystans i otwartość wobec spraw życia codziennego.”
argumentuje dosadnie swoje przekonanie, iż robię dobrze i będzie wspaniale wykorzystując swoje umiejętności retoryczne, a także ma bardzo krytyczny stosunek do mojego marudzenia i panikowania oraz za pomocą niezwykle wyszukanego słownictwa otwiera mnie sprawy nowego życia codziennego...
A jako, że posiada ona do tego kwalifikacje to ja jej słucham i wierzę! I lepiej mi trochę :)
Właściwie to się cieszę na ten wyjazd :D Pomarudzić ludzka rzecz.
Subskrybuj:
Posty (Atom)