... o tej porze będę w NY. Chyba dalej nie wierzę ;)
To znaczy wierzę w momentach, gdy przychodzi mi się pożegnać z moimi bliskimi. Wtedy trochę sobie płaczę i najchętniej rozpakowałabym ten cały majdan i została. A co?!?! Euforia miesza się z przerażeniem. Zdecydowałam się, więc się pakuję. Mój pokój wygląda jakby przeszło przez niego tornado, a kupa rzeczy "które ewentualnie chcę zabrać" rośnie w siłę. Oj, będzie ostra selekcja! Ale nie dziś... Dziś kupka pewnie jeszcze urośnie, bo trzecie pranie się robi :)
Wahania nastrojów mam, jak to baba. W chwilach słabości internetowo zwiedzam miejsca, które chciałabym zobaczyć na żywo albo kontaktuję się z mą dyplomowaną Filozofką, która posiadając takie oto kwalifikacje zawodowe:
„lektura klasycznych tekstów filozoficznych i gruntowny kurs logiki
umożliwiają precyzyjne i w sposób metodologicznie uzasadniony
uargumentowanie swych przekonań, a jednocześnie uodparniają na
nieuczciwe chwyty erystyczne, wyrabiając sprawność negocjowania i
umiejętności retoryczne. nabyta wiedza oraz zdobyte kwalifikacje
pozwalają na krytyczny stosunek do współczesnego świata, wyrabiając
dystans i otwartość wobec spraw życia codziennego.”
argumentuje dosadnie swoje przekonanie, iż robię dobrze i będzie wspaniale wykorzystując swoje umiejętności retoryczne, a także ma bardzo krytyczny stosunek do mojego marudzenia i panikowania oraz za pomocą niezwykle wyszukanego słownictwa otwiera mnie sprawy nowego życia codziennego...
A jako, że posiada ona do tego kwalifikacje to ja jej słucham i wierzę! I lepiej mi trochę :)
Właściwie to się cieszę na ten wyjazd :D Pomarudzić ludzka rzecz.
Będzie dobrze :D Chwile zwątpienia się zdarzają, nie ma na to rady. Ja jeszcze ich nie doświadczyłam, ale pewnie jak juz będę pewna rodziny i wyjazdu i będzie bliżej daty wylotu to mnie napadną :P Ale w końcu to nasze marzenia i właśnie je spełniamy!
OdpowiedzUsuń39 dni i panika że nie zdążę z wszystkimi formalnościami a co dopiero z pakowaniem albo pożegnaniem. W filmach czasem pokazują jak to łatwo się spakować, zostawić stare życie za sobą i wyjechać na drugą półkulę, guzik prawda...:)
OdpowiedzUsuńJa też już niedługo wyjeżdżam do NYC (za 30 dni) i też czasami ogarnia mnie panika. Czy wszystko wezmę? Czy niczego nie zapomnę? Czy ze wszystkim zdążę? itd. hahaha :P Ale mimo wszystko nie mogę się doczekać kiedy już będę w USA :))
OdpowiedzUsuńjaaa zazdroszczę!
OdpowiedzUsuńI czekam na więcej, więcej relacji już z samego pobytu!
Ochh jak bardzo chciałabym się wpakować Ci do walizki :)
Czekamy na wpis ! :D trzymam kciuki ;)
OdpowiedzUsuńBędę Ci kibicować! ;) Bo czuję, że pod koniec wakacji, kiedy być może i za mną będzie już wybór rodzinki będę czuła się tak samo ;)
OdpowiedzUsuńDaj znać jak leci ;*
Ewa, czemu milczysz ??
OdpowiedzUsuń